Znajdziesz tu notatki z mojego z życia w Italii. Dowiesz się, jak poznaję Włochy podczas wędrówek po jej ziemi oraz w kontakcie z kulturą, literaturą i z wszystkim co włoskie. Opisuję swoje wrażenia z podróży bliższych i dalszych. Piszę o tym, co mnie zaciekawiło, zatrzymało uwagę, skłoniło do refleksji. Zapraszam

środa, 29 lipca 2009

La serenissima Venezia.Z serii "Weneckie impresje"

Lunedi- 20.07.2009r.
Dziś  dołączyliśmy do 15 milionów szczęśliwców odwiedzających co roku  Wenecję. Wizyty w Wenecji są zawsze  przeze mnie oczekiwane, niczym słodki deser o niebiańskim smaku.
 Zacznę od początku:
Podróż z Peschiery do Wenecji odbyliśmy  pociągiem z literką "R"( regionalny). Mają niższy standard i jadą nieco dłużej, ale bilety są dużo tańsze ( w dwie strony-20euro jeden). Po skasowaniu biletów na terenie dworca, oczekiwaliśmy na pociąg, który spóźnił się prawie pół godziny.
Na stacji Venezia Santa Lucia  znaleźliśmy się ok.11.30. i  razem z tłumem turystów wylaliśmy się wprost na Canal Grande. Kurtyna poszła w górę i spektakl pt." Wenecja" rozpoczął się!


Koronkowa architektura Wenecji, obramowana, z jednej strony błękitem nieba, a z drugiej szafirem kanału Grande,  eksponowała nam swoje kształty i kolory. Zachwyty wpisane są w to niezwykle miejsce i nie ma powodu się przed nimi bronić. Przemierzaliśmy pieszo wąskie uliczki i  poddaliśmy się  czarowi miejsca. Zmierzaliśmy w kierunku Placu Św. Marka- serca Wenecji. Małe sklepiki wabiły witrynami upstrzonymi pamiątkami. Nie trzeba wchodzić  do środka, żeby stać się szczęśliwym nabywcą- czapki marynarza, słomkowego kapelusza gondoliera lub koronkowego wachlarza. Maski weneckie panują nad innymi pamiątkami, na wystawach prezentują się ponure lub uśmiechnięte. Nie wiele mają wspólnego z tradycją dawnego karnawału- kiedyś używano masek białych, czarnej peleryny i trójgraniastego kapelusza. Kto by się jednak tym przejmował!
Droższe butiki proponują wyroby oryginalne, niepowtarzalne i ręcznie wykonywane: pościel wykończoną koronką, wyszywane obrusy, serwetki- mistrzowskie wyroby weneckich koronczarek. Dawniej koronki zdobiły kołnierze weneckich arystokratów, dziś wracają do łask zdobiąc przedmioty użytkowe. Są piękne, prawdziwe dzieła sztuki.
Ceny wystraszają, ale warto przyjrzeć  się cudeńkom  ze szkła weneckiego- porcelanowym figurkom z komedii  del Arte. Jest starzec-Pantalone, dwaj służący-Arlekin i Pierrot, pokojówka -Kolombina, wojak- samochwała Sparento. Ręcznie wydmuchiwane wyroby ze szkła weneckiego są zachwycające, a tajemnica ich wyrobu jest pilnie strzeżona do dzisiaj.
 


W plątaninie wąskich zaułków i odkrywamy smutną twarz Wenecji. Widzimy budynki chylące się ku ruinie, niszczone bezlitośnie przez wodę. Spłowiałe tynki  nie przypominają urodziwych i eleganckich weneckich budowli. Zsuwają się do kanałów mury popstrzone plamami, zmurszałe, popaczone, zniszczone przez czas. Odnosi się wrażenie, jakby  miasto opuścili mieszkańcy. Pranie na sznurku zaprzecza tym odczuciom, to symbol Wenecji zamieszkałej, żyjącej codziennym rytmem.
Wielka to przyjemność spacerowac po Wenecji i odkrywac kolejne osobliwości miasta. Nie ma drugiego takiego miasta na świecie, w którym świat ulic i samochodów nie istnieje, gdzie ruchem rządzą gondolierzy w czarnych łodziach. Słynne gondole nie są już traktowane, jak środek transportu, ale atrakcja turystyczna. Kołyszą się miedzy palami i wabią zakochane pary chętne do odbycia romantycznej przejażdżki. Kiedyś zakochanym towarzyszył śpiew gondolierów. Dziś miłosne serenady poszły w zapomnienie. 




.
Wenecja nieustannie mobilizuje wrażliwość, bo jest się czym rozkoszować. Majestatyczny Plac św. Marka z okalającą go kolumnadą robi wrażenie. Kłębiący się tłum turystów chce zobaczyć wspaniałą  Bazylikę św. Marka, albo przyjrzeć się Kampanili.  Inni cenią sobie bardziej  spokojne celebrowanie chwili przy filiżance cappuccino. Kolorowy tłum rozbrzmiewa międzynarodowym gwarem. To miejsce ma duży ładunek pozytywnej energii przejawianej w zachowaniu ludzi, którzy śmieją się, rozmawiają, słuchają muzyki, karmią gołębie, obserwują, uśmiechają się.
 Czekamy w długiej kolejce, żeby dostać  się do środka Bazyliki św. Marka. Stoimy na zmianę w ogonku, mamy czas studiować  bogatą architekturę, cudne detale i zachwycać się widokiem na lagunę. Podziwiamy koronkową fasadę Pałacu Dożów.To najbardziej okazały przykład świeckiej architektury weneckiego gotyku. Trudno uwierzyć, że ta misterna konstrukcja  wykonana jest z ciężkiego marmuru. Przyglądamy się wspaniałej fasadzie Bazyliki św. Marka - złocistym kopułom, połyskliwym mozaikom nad portalami i słynnej kwadrydze w Loggia dei Cavalii.


 
We wnętrzu bazyliki oszałamia bogactwo złoceń!! Dolne części ścian pokryte są marmurem, natomiast sklepienia, łuki i kopuły- złocistą mozaiką- zajmującą łącznie w bazylice 4 tys. metrów kwadratowych, stąd  często świątynię nazywa  się  Basilika d'Oro. Mozaiki przedstawiają historie biblijne i wykonane są zgodnie z ikonograficznym kanonem bizantyjskim- tz. postaci są statyczne i pozbawione cech indywidualnych. Wnętrze świątyni jest dość mroczne, światło słoneczne operuje we wnętrzu w taki sposób, że odkrywa tylko pewne fragmenty dekoracji, a zakrywa inne.
Aby zobaczyć okazałe wnętrze najlepiej przychodzić do świątyni przez kilka dni, na pół godziny rano i po południu. Jedna wizyta nie wystarczy na ogarnięcie całości.

Strome schody zaprowadziły nas do Museo Marciano z wystawionymi eksponatami i oryginałem słynnej kwadrygi. Posągi koni wykonane ze złoconego brązu o wysokiej zawartości miedzi i z uwagi na skażenie środowiska stoją teraz w muzeum. Wystawione w Loggii dei Cavalli cztery rumaki to replika słynnej rzeźby, dla mnie równie piękne i okazałe. Studiowanie niepowtarzalności dzieła zostawiam koneserom i znawcom sztuki. Pochodzenie rumaków jest przedmiotem wielu sporów. Uważa się je za dzieło rzymskie lub greckie z II lub IV wieku p.n.e. Rzeźba została zrabowana przez Wenecjan z Konstantynopola w 1204r.. Jest to jedyna tak stara grupa figur, która zachowała się do naszych czasów. W 1797r. zabrał rzeźbę do Paryża Napoleon i ozdobił rumakami na osiem lat Łuk Triumfalny. .

.

 Z tarasu bazyliki  możemy popatrzeć z wysokości na plac św. Marka, a z każdej jego strony perełki architektury. Na prawo dell Orologio- renesansowa budowla zaprojektowana przez Maura Caducciego w 1496r. Zegar umieszczony tuż nad arkadią w centralnej części bryły jest pozłacany i pokryty niebieska emalią. Na szczycie wieży postacie z brązu zwane Maurami uderzają w dzwon.
Plac Św Marka łączy z Piazzettą strzelista 96 metrowa Kampanila- wierna replika wieży, która zawaliła się w 1902r. Wzniesiona w IX wieku początkowo pełniła funkcję latarni morskiej. Dzwonnica mieści pięć  dzwonów, których dźwięki dla mieszkańców oznaczały wiadomość końca  pracy, ogłaszały wyroki śmierci, wzywały senatorów do pałacu.

Po lewej stronie tarasu widokna lagunę. U nabrzeża, na krańcu Piazzetty San Marko- dwie wielkie XII w. kolumny- jedna z lwem ze skrzydłami - symbolem Republiki Weneckiej i druga ze św. Teodorykiem, pierwszym patronem miasta. Kolumny wykonane są z czerwonego i szarego granitu egipskiego. Przywieziono je ze wschodu, trzecia kolumna, która przypłynęła tym samym transportem wypadła z barki i spoczywa na dnie laguny

.



Na drugim brzegu bielą się ściany kościoła San Giorgio Maggiore - zaprojektowanego przez Andrea Palladia, największego włoskiego architekta.
Lampa z gołębiem - chociaż jeden detal złapany w obiektyw. W otoczeniu takiego bogactwa arcydzieł architektury trudno skupić  się na szczegółach. Sycimy oczy widokami, bo  przyjemność poznawania miasta wiąże się z niespiesznym smakowaniem miejsc, bez pospiechu i przymusu zobaczenia największej liczby obiektów zabytkowych, jest ich zbyt wiele, jak na jeden dzień!
Carpe diem  Horacego  ma tu swoje zastosowanie. Z  nabrzeża kanału Grande podziwiamy pastelowe pałace z cechami architektury  bizantyjskiej, gotyckiej i renesansowej.

Zalew  Św. Marka z usianymi maleńkimi wyspami- Murano, Burano, San Michele i Torcello. Miedzy lądem, a wyspami kursują vaporetti- tamwaje wodne. Każda z tych wysepek inna, osobliwa warta zobaczenia. Mamy świadomośc, że nie sposób wstąpic do wszystkich ciekawych miejsc, odkałdamy to na  następnym razem


.
Zmierzamy do wschodniej części miasta i  do Arsenale- stoczni. Budowano i remontowano tu weneckie galeony. Wejście do stoczni prowadzi przez zabytkową bramę zbudowaną przez Antonia Gambella w 1460 roku. Oglądamy  tylko zewnętrze budynki, bo  czas nas nagli, pora wracać!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz