wtorek, 18 maja 2010

Z potrzeby serca- Sanktuarium Madonna della Corona


Pieta - Madonna della Corona jest niewielką rzeźbą(70 cm), wykonaną z miejscowego kamienia.Uznaje się, że została podarowana Sanktuarium w 1423r. przez Ludwika z Castrobarco- przedstawiciela szlachetnego rodu z Rovereto. To co mnie uderzyło w tej rzeźbie to ciekawe przedstawienie Madonny, jako kobiety matki wcale nie będącej ideałem piękna. Jej postac bliższa jest bardziej matce rodzicielce niż ideałowi delikatnej urody kobiecej. Zwykle spotyka się dzieła przedstawiające Madonnę jako dziewicę o rysach pozowanych modelek, o wyjątkowej urodzie. Figurka Matki Bożej z sanktuarium jest tego odstępstwem.
Sabato- 15.05.2010r.
Jeżeli nie możemy byc z kimś ,kto ma zmartwienie i smuci się, jeżeli nie możemy go przytulic, potrzymac za rękę,czy poprostu posiedziec obok, to możemy jeszcze porozmawiac i pocieszyc. Nie jest jednak łatwo znaleźc słowa dające oparcie i mające sens, docierające do obolałego serca rozmówcy. Można jeszcze podarowac tej osobie modlitwę uzdrawiającą jego serce i myśli, aby mógł z nowym zapałem zabrac się do zadań stojących przed nim.

Nie bez powodu pielgrzymowaliśmy dziś do miejsca milczenia i medytacji zawieszonego między niebem, a ziemią, na zboczu góry Baldo. O niezwykłym położeniu Sanktuarium Madonna della Corona ukrytym wśród skał, dowiedzieliśmy się nie tak dawno.
Jechalismy trasą w dolinie Adygi, najpierw do Affi , potem na Caprino Veronese i wkońcu do Spiazzi malutkiej miejscowości górskiej. Nie chce się wierzyc, ale pokonaliśmy zaledwie 50 km od domu i znaleźliśmy się na wysokości 774 m npm, w otoczeniu wysokich gór. Od Spiazzi do sanktuarium szliśmy pieszo. Spacer w kontakcie z rozbuchaną wiosenną przyrodą i malownicze krajobrazy górskie były jak balsam dla naszych zatroskanych serc. Słońce rzucało refleksy światła na ścieżkę przebijajac się przez gąszcz zieleni. Przy rozstajach dróg zaciekawiły nas granitowe słupki. Kamienne dziewiętnasto wieczne drogowskazy, świadkowie starych szlaków, dziś już unikatowe. Odczytaliśmy niewyraźne ślady znaków i napisów wskazujacych kierunek trasy.













Scieżka urywa się, bo do "niebios bram" prowadzą kamienne schodki. To jedne z dwóch schodów wybudowanych w XVI wieku udostepniających dotarcie do kościoła. Trzeba pokonac 234 stopnie wykute w skale, żeby dotrzec do świątyni. Jak trzeba, to wchodzimy i liczymy 1, 2, 3...








Widoki górskich szczytów skłaniają do kontenplacji i hipnotyzują swym pięknem. Spoglądamy z wysokości na obszary położone niżej. Rzeczywiscie jest tak, jak powtarzał Jan Paweł II -"W górach wydajemy się bliżej Boga". Śladów Boga odnajdujemy tu wiele. Wzdłuż drogi do Sanktuarium postacie zamkniete w kamieniu pomników przedstawiają sceny z Męki Pańskiej.














Pokonujemy kolejne podejścia na szlaku i zatrzymujemy się na stacjach drogi krzyżowej. Sylwetki z brązu naturalnych rozmiarów przykuwają uwagę i poruszają sceny Męki Chrystusa. Odnosi się wrażenie bycia świadkiem wydarzeń z udziałem dopiero co zastygłych postaci. Grób Chrystusa ukryty w skale, zastawiony kamieniem i oświetlona w grobie figura Chrystusa martwego robi wrażenie, aż dreszcz ciało przenika!
Wreszcie docieramy do celu naszej pielgrzymki - Santuarium Madonna della Corona zawieszona na skale budzi nasz podziw. Zaniemówiliśmy i wmurowało nas zupełnie jak ten kościół wzniesiony w miejscu niezwykłym! Cuda się zdarzają! Inżynieria ludzka kierowana potrzebą serca wiernych to sprawiła, że niemożliwe stało się ralne.
Zródła podają, że klasztor i kaplica poświęcona Matce Boskiej z góry Baldo istniały w tym miejscu od 1200 roku, ale dostęp do kaplicy był bardzo niebezpieczny. W 1625 roku rozpoczęto budowę bardziej obszernego kościoła, która trwała przez kilka dziesięcioleci. W ciagu czterech wieków sanktuarium staje sie miejscem coraz liczniejszych pielgrzymek.
Z Polski też docierają tu wierni, bo ulotkę informacyjną znajdujemy w języku polskim. Mam więc, źródło wiedzy w ręku. Jednak studiowanie histori sanktuarium odkładam na później, szkoda czasu ! Wolę cieszyc się obcowaniem ze świętością i kontemplowac piękno tego miejsca.








W domu wiedzy zasięgnęłam z ulotki i się nią dzielę. Pod koniec XIX wieku dokonano kolejnego poszerzenia kościoła. Z tego okresu pochodzi także widoczna na zdjęciach neogotycka fasada z różowego marmuru. Nie wypada nie wymienic nazwisk tego przedsięwzięcia- architekta Giuseppe Magagnotti z Werony i inżyniera Emilio Paor z Trydentu. Zakończenie prac nad budową kościoła świętowano w 1899 roku jednocześnie dokonując koronacji Figury Matki Bożej Bolesnej( Piety- zdjęcie na początku postu).W kolejnych latach kościół i jego fasada były ciągle upiększane. Dokonano również modernizacji drogi dojazdowej oraz wykuto w skale tunel prowadzący do Sanktuarium.
W 1974 roku zburzono stary kościół i odbudowano go w nowej formie z zachowując piękniejsze elementy poprzedniej światyni. Aż, wreszcie w 1982 roku Sanktuarium otrzymuje tytuł "Bazyliki Mniejszej".W kwietniu 1988 roku papiez Jan Paweł II odbywa pielgrzymkę do Sanktuarium i modli się przed fighurą Piety. O sanktuarium mogłabym jeszcze dużo, ale zmęczenie mnie dopadło. Resztę wiedzy zamykam w komputerze i w pamięci, żeby w odpowiednim czasie się nią podzielic!
Kończy się nasz pobyt w sanktuarium. Zapalamy świeczki przy figurze Matki Bożej Bolesnej della Corona, składamy prośby i modlimy się  .
W drodze powrotnej czeka nas do pokonania tylko 556 stopni szesnastowiecznych schodów i jesteśmy spowrotem w Spiazzi, ale do domu jeszcze nie wracamy. Okolice cudne więc trochę się jeszcze po nich włóczymy, ale o tym w innym poście.

4 komentarze:

  1. Bożenko,
    to niesamowite,że tak cudowne/w całym tego słowa znaczeniu/,hipnotyzujące wręcz miejsca,masz niemalże"na wyciągnięcie ręki".
    Ja mogę tylko o czymś takim pomarzyć...dzięki za piękne zdjęcia,wszystkie informacje, podzielenie się swoim zachwytem i głębią przeżyć...

    OdpowiedzUsuń
  2. Urocze miejsca odkrywasz, przymierzam się do przygotowania naszej trasy włoskiej w maju/czerwcu. Na pewno uwzględnię je w naszych planach.

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudowne miejsce.Byliśmy tam już z żoną 6-cio krotnie.Prowadzi tam przepiękna trasa piesza z miejscowości Brentino.Przecudne widoki zmieniające sie za każdym przebytym odcinkiem. Tą trasą co roku w 3-cią niedzielę września idzie pielgrzymka. Z drogi SS12(Verona-Trento)
    zjechać w miejscowości Peri.Przejechać na drugą stronę rzekę Adygę,skręcić w lewo i dojechać do Brentino.Zaparkować samochód najlepiej przy kościele i dalej pieszo.
    (ok 2,5 godziny)
    Tadeusz.

    OdpowiedzUsuń
  4. To jedno z miejsc do których wracam pamięcią.
    Byłam tam wiosną 2010 roku.Pozdrawiam wszystkich
    pielgrzymów.

    OdpowiedzUsuń