Znajdziesz tu notatki z mojego życia w Italii. Dowiesz się, jak poznaję Włochy podczas wędrówek po jej ziemi oraz
w kontakcie z kulturą, literaturą i z wszystkim co włoskie. Opisuję swoje wrażenia z podróży bliższych i dalszych.
Piszę o tym co mnie zaciekawiło, zatrzymało uwagę, skłoniło do refleksji. Zapraszam.

czwartek, 29 lipca 2010

Rozstrzygnięcie konkursu











Czas rozstrzygnąć  konkurs ogłoszony w poscie "Jakie miasto, takie okna". Pierwsze okno- Florencja, drugie- jezioro Garda. Prawidłowo odpowiedziała Jaga. Amorek z łukiem wysyłam natychmiast, jak tylko otrzymam adres - mail do mnie na marginesie bloga.
Drugi amorek z różą powędruje do najaktywniejszego czytelnika mojego bloga. Z przyjemnością wyślę go Bobe Majse, która najczęściej odzywała się w komentarzach. Też czekam na adres pod który mogę wysłac nagrodę. Dziekuję wszystkim, którzy się do mnie odzywają i pozdrawiam wszystkich czytelników mojego bloga.
Ale ze mnie gapa!!! Przeoczyłam jeszcze jedną poprawną odpowiedź w konkursie. Mireczko- Sorrry!!! Na przeprosiny będzie i dla ciebie amorek.Obecuję i zaczynam dziergać.

W dolina rzeki Mincio . Wiejsko i sielsko



Trasa rowerowa w kierunku Pozzolo obfituje  w wiejskie krajobrazy. Wzgórza ustępują tu miejsca płaskim obszarom zagospodarowanym rolniczo. Wiosną i latem rolnicy na polach wykonują sezonowe prace polowe. Rozpylony w powietrzu pył i  wielkie bele sprasowanego siana przypominają o sianokosach. Na rozległych równinach Lombardii najczęściej uprawianą rośliną jest kukurydza. Zielony, kukurydziany las ciągnie się przez spory odcinek trasy rowerowej.

poniedziałek, 19 lipca 2010

W dolinie rzeki Mincio. Ważka


Na początku lipca choroba zatrzymała mnie w domu i wyłączyła wycieczki rowerowe z programu dnia. Jak tylko poczułam się lepiej z przyjemnością wróciłam do ulubionego zajęcia- rowerowych wycieczek. Jak zawsze w takich razach witał i żegnał mnie Castello Scaligero spoglądający ze wzgórza.

Tropikalne upały tego lata,  zamieniły krajobraz w dolinie Mincio w zieloną dżunglę. Roślinność przybrała niebotyczne rozmiary, splątane kłącza wypełzły na ścieżki i  zieleń zaanektowała całą przestrzeń w dolinie. Miejscami dolina przypominała zaczarowany ogród z rzeką o niewiarygodnie turkusowym kolorze, roślinnością w odcieniu zieleni z płócien Veronesa i niebem przejmująco niebieskim, jakie się widzi tylko w Italii. Zewsząd dochodzą  dźwięki natury- cykanie świerszczy, śpiew ptaków, plusk wody. Nie brakuje w tym swoistym krajobrazie strzelistych cyprysów. Ich wydłużone kształty, jak maszty żaglówek wybijają się ponad morze zielni.

Serwetka z barokowym amorkiem- nagroda w konkursie

Nigdy nie podejrzewała bym siebie, że szydełkowanie stanie się moim ulubionym hobby ?        Cienką nitkę układam we wzory, pilnuję nie pogubić się w siatce wzoru, nie splątać i nie skręcić cienkiej nitki w supełki. Każdy przerobiony rządek ściegu niesie nadzieję na pomyślne zakończenie dzieła,  moje istnienie nabiera sensu! Opanowaniu umiejętności szydełkowania techniką  filetu towarzyszy ćwiczenie się w cnocie cierpliwości. Podwójna korzyść z zajęcia.
Osiągnięcie efektu końcowego przynosi zadowolenie z wykonanego rękodzieła. Barokowy  amork   to główna nagroda w konkursie ogłoszonym w poprzednim poście "Jakie miasto, takie okna", który trwa do 15 sierpnia. Obrazek z amorkiem umieszczony na ciemnym tle i ujęty w ramki, można zawiesić na ścianie, ozdobić poduszkę, albo jeszcze inaczej wykorzystać.  Żywię nadzieję, że mój amorek spodoba się zwycięzcy.

sobota, 17 lipca 2010

Czynne przetrzymywanie. "Dziennik Toskański" Tessy Capponi Borawskiej

Od początku lipca trzyma fala upałów, temperatura sukcesywnie rośnie.

Włoska prasa donosi: W Rzymie i jej okolicach z powodu przeciążenia wystąpiły przerwy w dostawach prądu, na kilka godzin stanęły klimatyzacja i wentylatory. Energetyka ostrzega przed możliwością następnych blackoutów. 

Upały, trudne do zniesienia dla zdrowych,  dla chorych nieznośna uciążliwość. Trzeba wytrzymać. Z powodu przykrej dolegliwości, zwanej tarczycą, od ponad dwóch tygodni nie wyściubiłam nosa z domu i tylko przyjmuję  medykamenty.Czas rekonwalescencji  uczyniłam czynnym przetrzymywaniem niedyspozycji. Takie sytuacje przypominają  często o pracach, które się kiedyś zarzuciło, przerwało i odłożyło na potem.