Znajdziesz tu notatki z mojego życia w Italii. Dowiesz się, jak poznaję Włochy podczas wędrówek po jej ziemi oraz
w kontakcie z kulturą, literaturą i z wszystkim co włoskie. Opisuję swoje wrażenia z podróży bliższych i dalszych.
Piszę o tym co mnie zaciekawiło, zatrzymało uwagę, skłoniło do refleksji. Zapraszam.

sobota, 25 września 2010

Rocca di Garda. Ile prawdy w legendzie?



                                                          Punta San Vigilio


Od niedzieli i przez kolejne dni niebo spogląda niebieskim okiem, a słońce wita jasnym spojrzeniem. Aura nam sprzyja , czas nie ogranicza, pospiech nie ponagla, cieszymy się  swobodą. Już od rana wiem, że takie dni zapowiadają niespodzianki i niecierpliwie przebieram nogami przed kolejną wyprawą. Ciekawość odkrywania nowego ciągle pcha do przodu, każe wychodzić z domu i wkraczać do niezwykłego świata podróżników, odkrywców i zdobywców. Obcowanie blisko z naturalnym środowiskiem, często prawie w intymnym kontakcie z naturą działa kojąco i daje radość. Po doświadczeniach, hmmm... ehm, ehm... speleologicznych zdobywanych w Grotach di Varone przyszedł czas na alpinistyczne wspinaczki w sensie, jak najbardziej dosłownym.

Rocca di Garda to formacja skalna u przedsionka Alp, płasko ścięty wierzchołek nadał jej charakterystyczny kształt trapezu przez co rozpoznawalna jest z daleka. Przycupnęła przy niej mała miejscowość Garda. Wiele razy odwiedzaliśmy to atrakcyjne turystycznie miasteczko przytulone do skały, położone w objęciach Lago di Garda nad zatoką Riviera degli Olivi.
Sama góra stanowiła dla nas jednak tajemnicę, która czekała na swoje odkrycie, aż do dzisiaj.


Rocca di Garda  wydawała nam się łagodna, przyjazna i dostępna. Zaparkowaliśmy samochód  u stóp góry i  polegając już tylko na własnych nogach ruszyliśmy na szczyt. Stroma  droga zaprowadziła do maleńkiego przysiółka z kolorowymi domkami  niezdarnie przyklejonymi jeden do drugiego. Wszystko tu było, jakby trochę w miniaturze: wąska uliczka, małe okienka z okiennicami, małe balkony, strome schody. W tej ciasnej architektonicznie przestrzeni mieszkańcy wygospodarowali miejsca dla roślin. Skromne progi domów ubogacają  kwietne ozdoby i znajome zioła w donicach: rozmaryn, tymianek, lawenda. Na małym podwórku girlandy z winorośli fantazyjnie oplatają balkon. Wystarczy wyciągnąć rękę po dojrzałe grona opadające tuż nad głową. W maleńkich ogródkach na długich szypułkach wznoszą się wytwornie zachwycające barwą cynie.








Ale oto znikają zabudowania i ponad dachami domów otwiera się wolna przestrzeń. W oddali majaczą wyższe partie wzniesień alpejskich. Bliższe zbocza pokrywają tarasowe ogrody winorośli, gaje oliwne i strzeliste w pionie cyprysy. Zatrzymujemy się przy drewnianej ławce i kontemplujemy górski krajobraz . Jesteśmy w połowie drogi na szczyt.

Ci, którzy schodzą z góry pozdrawiają  uśmiechami  i mobilizują do dalszej drogi. Ruszamy wolno w górę uważni na skrywane na wzgórzu niespodzianki. Spod zielonych antresoli zwieszają się  granatowe grona. Na napęczniałych od soku  owocach migocą plamki słońca. Jest tu wszystko co kocham w Italii- góry, drzewka oliwne, winorośl, ciemne cyprysy, delikatne daglezje.
W niektórych miejscach zieleń przerzedza się i odsłania skrawki przestrzeni z widokiem na jezioro i eleganckie posiadłości z basenami i zadbanymi trawnikami.

Z wysokości Punta San Vigilio - półwysep, zamykający od północy miejscowość  Garda przypomina  zanurzonego w wodzie krokodyla

                                                     Punta San Vigilio


Tablica informacyjna przy ścieżce zapowiada rychłe ukończenie wspinaczki i dostarcza wiedzy na temat średniowiecznej twierdzy: Zamek na skale zbudowano na przestrzeni V wieku. W budowie twierdzy wykorzystano naturalne warunki obronne skały. Od wschodu dostępu do zamku broniło strome zbocze i długi mur, od zachodu skała graniczyła z jeziorem. Zamek pełnił ważną rolę obronną od końca cesartwa rzymskiego do końca XII wieku, a jego rozkwit przypadł na czasy królestwa Longobardów i władztwo Karolingów.
Okazuje się, ze zdobycie twierdzy od strony wschodniej, nie było łatwe. Ale i dzisiaj droga na szczyt wymaga od nas sporego  wysiłku.  


                                                             Riviera degli Olivi.

Tu, wysoko na szczycie skały,  odległości w poziomie skracają się. Na sąsiednim wzgórzu, pomiędzy ciemną zielenią cyprysów jaśnieją ściany klasztoru Camaldolesi. Tylko te mierzone w pionie nie ulegają wrażeniu perspektywicznego skrótu, a wręcz wydłużają się. Spoglądam w dół na miasteczko, wszystko jest takie nieprawdopodobnie malutkie- domy, ulice, samochody, łódki na jeziorze.  Tylko krokodyl z Punta San Vigillio wyraźniejsze przybrał kształty i trwa w bezruchu panując nad zatoką Riviera degli Olivi.



Gardesana niczym srebrna wstążka opasa wybrzeże Lago Di Garda. Przyklejone do niej skupiska budynków to kolejno, jak okiem sięgnąć: Bardolino,  Lasize. Wzrok  jak ptak szybuje w przestrzeni  na zielone wzgórza, ku przestrzeni wodnej jeziora i dalej ku nieskończoności, odnajduje równowagę  i przystań na zielonej polanie na szczycie góry. Na poziomkowym polu gości podejmuje konik polny, a stare dęby zapraszają na odpoczynek w cieniu  rozłożystych  konarów.


Wśród zarośli odnajdujemy  resztki murów  średniowiecznego zamku. Czas skruszył stare kamienie, a resztki zmurszałych murów zaanektowały pnącza. Trudno uwierzyć, że była to przed wiekami  warowna twierdza, którą  Adelaida di Canossa wybrała na schronienie przed królem Ottonem I chcącym pojąć ją za żonę. Ile prawdy w legendzie, nie wiadomo?


widok z góry od strony wschodniej




                                                                     Riviera degli Olivi.

                                                   klasztoru Camaldolesi
                                                              Madonna del Pign






9 komentarzy:

  1. Bożenko czytam z wielka radością Twoje odkrywanie ciekawych Italii.
    Twoje opisy są tak realistyczne że miałam wrażenie że idę z Tobą na górę.
    Mam nadzieje że jeszcze będzie mi dane pojechać do mojej ukochanej Italii.
    Pozdrawiam jesiennie i kolorowo
    jaga

    OdpowiedzUsuń
  2. Niezmiennie zachwycają mnie drzewa oliwne...

    OdpowiedzUsuń
  3. Ciociu- piękne zdjęcia, piękne widoki, zazdrościć. Ale i mnie czeka wkrótce odkrywanie nowego kraju, który już trochę znam. Przyszedł czas na pożegnanie się z Rumunią. A Magda, czym się pewnie mama już pochwaliła dostała pracę niedaleko Was :)

    OdpowiedzUsuń
  4. I pomyśleć, że zawsze omijałam Jezioro Garda szerokim łukiem, myśląc, że nie ma tam nic ciekawego! Pluję sobie w brodę!!!
    Weryfikuję przyszłoroczne plany wakacyjne!

    dziękuję za piękną wędrówkę ;)))

    pozdrawiam cieplutko...

    OdpowiedzUsuń
  5. Migoshiu- Tak, warto tu zajrzec nad Lago di Garda, atrakcji wbród, okolice piękne!
    Agnieszko- cieszymy się z rychłego sąsiedztwa Magdy
    Bobe Majse- urokowi drzew oliwnych trudno się oprzec!
    Jago- dziekuję za głaski. Miło mi, że przyjemnie czytało sie tobie mój tekst.
    Pozdrawiam Was dziewczyny. Bożena

    OdpowiedzUsuń
  6. Jakie cudne widoki tylko pozazdrościć, mam nadzieję, że dzięki Magdzie w niedalekiej przyszłości znów odwiedzę ten piękny kraj.
    Swietnie to wszystko potrafisz opisać, moze będziesz drugą co wyda swojęgo bloga w postaci książki i się wzbogacisz. Czego Ci szczerze życzę!!!Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Mireczko, dziękuję za szczere życzenia- tak książka to by było "Coś", ale nie sądzę,że akurat drogą do bogactwa. Życzę poznawania Italii w towarzystwie Magdy.Tymczasem, miło mi, że zaglądasz na moją stronę i chcesz poznawac Włochy narazie wirtualnie. Bożena

    OdpowiedzUsuń
  8. "Nasza" Italia...gdziekolwiek, sie nie udasz, wszędzie piękne widoki.
    Widzę zmiany na stronie :). Czy udało Ci się wprowadzić je tak, jak planowałaś? Czy coś sprawia Ci kłopot z rzeczy, która wyjaśniłam w mailu?
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. Piekne zdjecia i opisy, przenislam sie wirtualnie do Italii na chwile. Pozdrawiam, Hania

    OdpowiedzUsuń