Znajdziesz tu notatki z mojego życia w Italii. Dowiesz się, jak poznaję Włochy podczas wędrówek po jej ziemi oraz
w kontakcie z kulturą, literaturą i z wszystkim co włoskie. Opisuję swoje wrażenia z podróży bliższych i dalszych.
Piszę o tym co mnie zaciekawiło, zatrzymało uwagę, skłoniło do refleksji. Zapraszam.

piątek, 7 listopada 2014

Kwintesencja jesiennych smaków- pieczone kasztany. Festa del marrone di San Zano di Montagna


Pieczone kasztany to  niezaprzeczalnie kwintesencja  jesiennych smaków.
Pogoda coraz bardziej kapryśna, a dla tych, którzy  nie rezygnują ze spacerów czeka uliczny sprzedawca z pieczonymi kasztanami. Można rozgrzać ręce przy kociołku z brykietami, napić się grzanego wina i zajadać osmolone brązowe węgielki. Festy kasztanowe już się zakończyły, jednak wrócę pamięcią do naszej ostatniej wizyty w San Zeno di Montagna.



Tradycyjnie, każdego roku od połowy października, przez kolejne weekendy, aż do pierwszego listopada w San Zone di Montagna trwa Festa del Marrone.

Kasztanowe święto to dobry powód, żeby znów zajrzeć do tej  górskiej miejscowości, położonej urokliwie na zboczu masywu Monte Baldo. I choć okazja ta sama, to za każdy razem zastajemy miasteczko odmienione. Poprzednio zaskoczyły nas  wyludnione ulice, pozamykane kramy, puste tarasy omiatane suchymi liśćmi,  restauracje zamknięte na głucho, drzewa ogołocone z liści i wszechogarniająca cisza w miasteczku ( pisałam o tym tutaj). Tym razem, a było to dokładnie 25 października, aktywowane do życia  kasztanowym świętem San Zeno di Montagna wrzało energią.



Parkingi zapchane autami, że palca nie wciśniesz, kramy z towarami, jak okiem sięgnąć, dwurzędem  zapełniały  główną arterię, a między nimi przesuwał się pochód ludzi.

Atmosferę jarmarcznego zgiełku dopełniały przemarsze  sbandieratorów  w historycznych strojach przy akompaniamencie muzyki.

Stoliki w restauracjach zajęte po ostatnie  miejsce, ale żadna to przeszkoda dla spotkań anektujących każdą, wolną przestrzeń na towrzyską pogawędkę.
A nad tym wszystkim unosił się słodki zapach kasztanów, pieczonych nad rozżarzonymi brykietami. Żeby jednak uraczyć się smakiem osmolonych, brązowych węgielków, wpierw trzeba było odstać długą kolejkę do kasy. W wielkim, gastronomicznym namiocie nie odstraszało mrowie ludzi, mając w perspektywie skosztowanie jesiennego przysmaku, warto było poczekać.

Spacer i piękne widoki na góry dopełniły  degustację pieczonych kasztanów w San Zeno di Montagna.














4 komentarze:

  1. Oj lubię ale w Polsce co najwyżej to można kupić mąkę kasztanową a pieczone kasztany czasem, przypadkowo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. niestety warunki klimatyczne w Polsce, ostre zimy nie pozwalają na zakładanie kasztanowych sadów, stąd to ubóstwo w propozycjach wyrobów z kasztana jadalnego, to nie nasza tradycja, za to mamy w Polsce kuligi i gorący bigos zimą.

      Usuń
  2. Sagry są świetnymi imprezami. A te październikowe z kaszatanami i młodym winem nie do przebicia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, znakmicie dopełniają się smakowo młode wino i pieczone kasztany jesienną aurą:-)

      Usuń